A K T U A L N O Ś C I


RODZINNY WYPAD W BESKIDY O TYM, JAK WĘDROWAŁO SIĘ Z KROŚCIENKA DO SZCZAWNICY

Chyba już każdy sceptycznie nastawiony do zmiany terminu trzeciej w tym roku wycieczki przyzna słuszność organizatorom. Wymarzona, dogodna pogoda, łatwość obranego szlaku i rodzinna, radosna atmosfera - m.in. tak można pokrótce opisać warunki i nastrój, towarzyszące zaprawionym w naszym wędrowaniu.
Uśmiechnięci dotarliśmy do Krościenka w grupie dziewięćdziesięciu ośmiu osób. Słychać było żartobliwe głosy, jakoby w lipcu wybierzemy się nie dwoma (jak obecnie), a trzema autobusami. Fakt, liczba chętnych na wyjazdy organizowane przez Centrum Kultury, Sportu i Promocji Gminy Pleśna wraz z p. Janem Wójtowiczem wciąż się powiększa. Jednakże zgodni jesteśmy, iż sto osób to górna granica, na jaką można sobie pozwolić.
Wielu z nas zabrało się w góry z całą rodziną. Beskid zwiedzały nawet dwu i trzyletnie maluchy. To ewenement na naszych rajdach - jakże satysfakcjonujący. Zbitą grupą pokonywaliśmy pierwsze, najbardziej strome podejście. Nie było aż tak trudne. W kilku miejscach zatrzymywaliśmy się, nie śpieszyło się nam, a odpocząć nigdy nie zaszkodzi. Pokonując kolejne kilometry leśnego traktu, od czasu do czasu omijając kałuże i błoto, dotarliśmy do najwyższego punktu programu wycieczki - szczytu Dzwonkówka (938 m.n.p.m.). W tym momencie pożegnaliśmy się z podejściami i szlakiem koloru czerwonego, wstępując na żółto oznaczoną ścieżkę w stronę Szczawnicy i bacówki na Bereśniku.
Właśnie tam zatrzymaliśmy się, aby odpocząć. Wędrowcy z ubiegłego roku wracali wspomnieniami do Małych Pienin, które rozpościerały się na horyzoncie, dumnie górując nad Szczawnicą czy Jaworkami. Napawaliśmy się widokiem przepięknej panoramy Pienin, za którymi wstydliwie skrywały się najwyższe polskie góry. Dzieci znalazły nie lada atrakcję - linę, do której ustawiały się w kolejce. Obok przy ziemi zachęcały do zerwania i skosztowania dojrzałe poziomki.
Około 14.30 czekał na nas obiad w Szczawnicy, zatem trzeba było przerwać biesiadę pod Bereśnikiem. Po około 40 minutach dotarliśmy na posiłek do willi "Słoneczko".
Program naszej wycieczki przewidywał także czas wolny - a było go niemało. Od 15.00 do 17.00 każdy z wędrowców mógł znaleźć coś dla siebie w tym jakże rozkwitającym, zmieniającym się miasteczku. Niektórzy wybrali spacer, inni wspólne rozmowy przy stole, zwiedzanie, wyjazd wyciągiem na Palenicę. Nawet trójka naszych wycieczkowiczów wybrała się rowerami do Czerwonego Klasztoru na Słowacji. Już sama jazda ścieżką wzdłuż Dunajca (właśnie tam, gdzie odbywa się popularny spływ) zapierała dech w piersiach. Od słowackiej strony widok na Trzy Korony jest przepiękny - to tutaj można przekonać się - patrząc na szczyt - skąd wzięła się nazwa najsłynniejszej pienińskiej góry.
Około 17.00 pożegnaliśmy kolejny raz Szczawnicę. W jakże wesołych nastrojach, w pełni zadowoleni wróciliśmy do swoich domów. Obrazy sobotniego wypadu zostaną w naszej pamięci.



 

 






















                                                              Copyright © 2007 Gmina Pleśna